Tatry 2010 12MOTTO:
"W listopadzie ch...jem wieje, Francja, skałki - dawne dzieje. Mokrym śniegiem w ryj zacina, a przed nami jeszcze zima... Zima, Zima nasza zima, kampus drążek kreatyna..."
Ekipa wspinaczy weekendowych* po ostatnich drogach siekniętych na naszej jurze w okolicach końca listopada (tydzień przed Wielkim Opadem) popadła w niepokój. Pierwszy weekend od marca spędzony w stolicy okazał się totalnym niewypałem. W kinie - "Maczeta". Przednia rozrywka, ale na jakieś 90 minut. Mimo dwukrotnej projekcji seansu czuliśmy że to nie to i za trzecim razem już chyba nie będzie tak cieszyć. Teatr - jako rozrywka dla przeintelektualizowanych, cherlawych teoretyków i studentów kierunków humanistycznych został wyeliminowany na wstępie. Wystawy w Zachęcie podobnie, a Centrum Nauki Kopernik wydało się zbyt mało niszowe i ogólnie nadmiernie trendy. Próby alkoholizacji zakłócały odwieczny reżim treningowy (Karla), lub nie cieszyły jak dawniej (Wojtas, Daniel). Zapanował niepokój i lekka nerwowość. Ten i ów przewracając się w barłogu myślał o nadchodzącym weekendzie z przerażeniem. "Co ja k..a bedę robił ?"
Pierwsi pękli Daniel i Wojtas. W okolicach połowy grudnia uprawiali wspinaczkę halową* z miernym powodzeniem (śnieg padał do góry, zrobiliśmy jedną drogę - tylko dlatego, żeby zrobić cokolwiek - tak pizgało).
Potem pękła wieksza ekipa:
Karla (pożyczone buty, raki, dziaby, spodnie od Mamy, kurtka od cioci, rękawiczki z kontenera),
Aga (wszystko swoje i w świetnym gatunku - od Agi pożyczaliśmy Nomiki),
Jaca (wspinał się z Paszczem, przez co wchłonął właściwe engramy),
Daniel (nie wspinał się z Paszczem, ale wspinał się z Wojtasem, który wspinał się z Jacą, który jak wiemy wspinał się z Paszczem. Więc Daniel też mógł coś tam wchłonąć),
Wojtas (trzynastoletnie raki STUBAI, SCARPY JORASSES z odmrożeniami wewnątrz, PULSARY o nieznanym wieku - kupił je używane siedem lat temu. Prawdopodobnie bez engramów - nie wiadomo czemu).
Przyjechaliśmy na Halę w okresie przedsylwestrowym - przezornie rezerwując sobie miejsce w przybytku zwanym C.O.S. a w skrócie "B". Bez planu na konkrety - ot jak w skałki. Nie zrobiliśmy nic wielkiego, ani konkretnego - ale się przez te cztery dni powspinaliśmy - a co najważniejsze bawiliśmy się doskonale.
Oprócz wyginania się na Hali, pogimnastykowaliśmy się też w Dolinie Białej Wody
Padło:
Żleb Staniszewskiego 350m. III, bez wyjścia na Wierzchołek - po trudnościach żlebu wtargneliśmy na Filar Staszla (1 wyciąg) i po 2 kolejnych wyciągach filarem zeszlismy do Koziej Dolinki
Ziobro Czecha Integrale 200m. V (ściśle "oszczem", następnie granią na niższy wierzchołek)
Droga Księcia Ciemności 200m. III+
* Wspinacz weekendowy - wspina się w każdy weekend
* Wspinaczka Halowa - wspinaczka w Tatrach - konkretnie w okolicach Hali Gąsienicowej (tzw. kamieniołom)
>>