Dolina Białej Wody Reloaded...
"Siódemka" ucieka spod kół Partnera. Prognozy jak zwykle słabe. No ale skoro mam co 2 tygodnie "długi weekend", to może coś się uda załoić... ICM twierdz, że jeśli tak, to tylko w piątek. I to mnie właśnie martwi, bo wyjechaliśmy z Wariatkowa o godzinę za późno, na dodatek jeszcze w amoku miejskim nie zdążyliśmy zrobić zakupów, a Włodara rzeczy czekają na spakowanie w Suchedniowie... Tesco w Skarżysku, "ostatni dom we wsi" w Suchedniowie i "siódemka". O 12-tej w nocy dokujemy bolida na Łysej Polanie. Postanawiamy przespać się w samochodzie, następnie wziąć graty rano i ruszyć na Tabor na Polanie pod Wysoką a z tamtąd w ścianę. Rozkładamy platformę do spania, składamy fotele, i po chwili bolid zamienia się w komfortową sypialnię. Rano okazuje się, że między naszymi śpiworami, zwinięty w kłębek śpi...kot. Ten sam, którego spotkaliśmy tu z Pafnucym miesiąc wcześniej. Fotografujemy zwierzaka, i pozostajemy niewzruszeni w kwestii prób wyłudzenia śniadania. Szybkie podejście, deponujemy wory, gotujemy herbatkę i w ścianę. Podejście mam już zacykane, także bez szukania napieram na spionowany kominek. Jest dużo bardziej sucho niż miesiąc temu. Potem już z lotną pod drogę. Piotrek potwierdził moje zeszłomiesięczne wrażenia z podejścia pod ścianę "...taki teren uczy pokory...". Prowadzę pierwszy wyciąg, który znam z naszej próby z Andrzejem Panufnikiem. Następna piękna płyta jest Włodara. Trzeci wyciąg to "Terra incognita". Znając autora drogi ("Dziadek" Michnowski) nie spodziewam się raczej trudności V+. Okazuje się, że nie jest tak źle. Wyciąg jest piękny, asekuracja z camów doskonała. Po około 40 metrach zakładam stanowisko. Od czwartego wyciągu nasza droga okazuje się być ponurym kruchym i spionowanym parchem. Zaczyna się od 40 metrowego wyciągu w pionowej kosodrzewinie - "Dziadek" dał IV+ - potwierdzamy wycenę ;-). Piątkowe zaciątko, które prowadził Piotrek okazało się być krótkie, trudne i nieasekurowalne. Potem już było tylko gorzej. Gdzy połączyliśmy się z "Szewską Pasją", około 40m pod wierzchołkiem Piotrek omal nie spadł z metrem sześciennym Białowodzkiego granitu... Piotrek i lina ocaleli - ja na szczęście miałem stanowisko w "złym" miejscu. "Kamyk" podążył w 300m podróż w dół, a my do góry. Komandor Włodarczyk zarządził lotną i po chwili byliśmy na wierzchołu Młynarczyka (Cytuję: "Matkę Naturę poj...ało..."). Zbliżające się niechybnie załamanie pogody zmusiło nas do ograniczenia celebracji. A potem to już tylko zjazdy w deszczu. Nihil novi, tyle że nie sub sol niestety. Cali mokrzy, ubożsi o kilka taśm, po ciemku stawiliśmy się na taborze. Kolejne dni to już nieustający opad. Ale wbrew pozorom był to chyba najciekawszy aspekt wycieczki. Poznalismy dwóch obywateli świata - Roberta i Davida. Goście z Kanady wybrali się na wycieczkę po Europie. Podróż odbywają rowerami, a tam gdzie jest ciekawie (czyli w większości miejsc) zostają na trochę. Nie mając pojęcia o istnieniu taboru rozbili swoje namioty centralnie na ... Polanie pod Wysoką. Gdy poziom wody sięgał już kostek zaproponowaliśmy im ognisko pod wiatą. Nastąpił transkontynentalny i międzykulturowy transfer myśli nie zawsze spójny. Robert - szalony ekolog - człowiek grzebiący w śmietnikach i znajdujący tam wszystko - od pieniędzy w gotówce, przez żywność po materiały do swoich projektów i David - "bardziej normalny" wędzili się z nami pod wiatą prawie dwa dni. Jeżeli chcecie zobaczyć jak uszyć ubrania ze skóry jelenia, jak zrobić pralkę automatyczną napędzaną rowerem, albo łódź ze śmieci - polecam stronę:
KLIKNIJ TUTAJ. Niezły odjazd.
>>